(Oczami Mabel)
Nie chciałam widzieć matki na oczy. Za śmierć mojego brata obwiniała mnie i tylko dzięki tacie nie wyrzuciła mnie z domu. Wiele razy chciałam naprawić relecje z nią, ale ona była nieugięta. Nie chodziłam do szkoły przez tydzień, a z pokoju wychodziłam wtedy, kiedy rodzice wychodzli z domu. W ty. Czasem brałam prysznic, jadłam i oglądałam telewizję. Zapraszałam do siebie oczywiście Jesy, a ona nigdy mnie nie zawiodła. Przychodziła do mnie codziennie i dawała mi prace domowe i zeszyty z tematami.
- Mabel.. Muszę ci coś powiedzieć..- Jesy wydawała się być bardzo poważna.
- No dobrze, mów..- zaniepokoiłam się.
- Hahaha czemu jesteśmy takie poważne?- zasmiala się głośno.- Tu chodzi o tego chłopaka, którego prawie przejechała twoja mama! Haha!
Kamień spadł mi z serca i głośno wypuscilam powietrze z płuc.
- W takim razie, o co chodzi?- zapytałam.
- Jaka ty jestes nie kumata... Ten chłopak cię szukał, ale przypomniał sobie mnie, ponieważ stałam tam z tobą, kiedy on podchodził. Powiedział mi, że chce cię odnaleźć, bo zakochał się w tobie.- oznajmiła.
Przymrużyłam oczy i nie powiedziałam już nic. Odwala chłopakowi na maxa.. "Uratowałam mi życie"- to były jego slowa.. A co ja jestem jakimś supermemem? Jakby się topił, a ja bym mu pomogła, ale ja tylko krzyknęłam "Uwaga"... Nie chciałam myśleć teraz o tym, bo miałam gorszy problem na głowie.. Musiałam jakos przeprosić mamę, bo za kilka tygodni moja 18stka i mogła mnie wyrzucić z domu. Myślałam o tym długo, jak podejść do tej sprawy, ale bardzo się bałam w ogóle się odzywać. Mama wróciła przed dwudziestą, więc wcześniej zeobilam jej kolację, ciepłą herbatę i włączyłam jej ulubiony serial, aby mogła przy nim odpocząć po ciężkim dniu.
- Proszę mamo, usiądź sobie wygodnie na kanapie, a ja za chwilę podam ci kolację i herbatę..- powiedziałam uprzejmie.
- Nie dziękuję, ja już po. A przede wszystkim możesz chcieć mnie otruć, wiėc od ciebie nie chcę dostawać nic.- oznajmiła dumnym głosem.
- Co?! Jakbyś wiedziała ile ja myślałam nad tym, żeby cię przeprosić, a ty mi mówisz, że ja chcę cię otruć?- zdenerwowałam się a łzy momentalnie zalały mi oczy i policzki.- Dziękuję mamusiu za wszystko..- powiedziałam i jak zwykle uciekłam do pokoju. Nie mogłam przestać płakać. Usiadłam na parapecie i spoglądałam w niebo pełne gwiazd. Oczywiście byłam zła na mamę, bo znowu wyszło źle, a mednak chciałam dobrze. Mogłabym jej wiele dać, nawet to za czym tęskni, czyli mojego brata.. Mogłabym ciągle za nią stać, żeby tylko zaczęła mnie docenić, gdyby naprawde chciała i powiedziała to głośno.. Lecz jednak jest zołzą i pokazała mi samotność... Zadzwoniłam do taty, a ten powiedział, że nie wraca dzisiaj na noc do domu, bo ma wiele ważnych spraw w pracy i musi je załatwić. Rozmowy z nim nudy nie trwały długo, bo on rownież nigdy na nic nie miał czasu... Cicho zeszłam na dół, aby zrobić sobie coś gorącego do picia. Delikatnie wysunęłam się zza schodów i Zajrzałam do salonu. Mama piła herbatę ode mnie i jadła kolację, którą jej zrobiłam. Ogarnęło mnie dziwne ciepło i lekki uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Chciałam na palcach przejść do kuchni, ale nadepnęłam na coś ostrego i aż podskoczylam. Moja rodzicielka zauważyła mnie i powiedziała cicho:
- Dobra ta twoja herbata.. I jedzenie też było całkiem smaczne. Dziękuję córeczko..
- M.. Mamo!- rozpłakałam się i podbieglam do niej, aby ją przytulić. Następnego dnia obudziłam się jakas taka wyspana i radosna. Ubrałam się, wzięłam prysznic, zjadłas sniadanie i wyszłam so szkoły. Po lekcji w-fu szukałam w plecaku dezodoranty i przy okazji trafiłam na jakąś karteczkę, a na niej było napisane : "Kocham Cię"
sobota, 11 października 2014
piątek, 10 października 2014
Rozdział 1
Będąc w wieku od 10 do 13 lat zadajesz sobie pytanie: "Dlaczego nikt mnie nie chce?". To nie do końca jest tak, jak nam się wydaje. Na świecie jest conajmniej jedna osoba, która myśli o Tobie przed snem, rano, w ciągu dnia. Z wiekiem dzięki przyjaciołom poznajesz nowych, ciekawych ludzi, z którymi możesz złączyć się na zawsze...
- Mabel.. Mabel Wstawaj, bo spóźnisz się do szkoły.- nieubłaganie Sylvia budziła córkę.
- Mamo, ale jest jeszcze wcześnie..- dziewczyna mruczała coś pod nosem.
Pani Scott zrzuciła córkę z łóżka i wygoniła ją do łazienki, aby wzięła prysznic i zrobiła makijaż. Następnie zmusiła ją do zjedzenia śniadania, ponieważ jej córka przestała pilnować posiłków. W ciągu dwudziestu minut Mabel była przygotowana do wyjścia, a jej mama zaproponowała jej podwoz do szkoły. Kiedy wjechały na teren uczelni, pod koła wozu wybiegł jakiś nieznany im chłopak.
- Uważaj!- krzyknęła dziewczyna, a jej rodzicielka gwałtownie zahamowała.
- Boże Święty, czemu oni do cholery nie patrzą gdzie idą?!- Sylvia bardzo zdenerwowała się i kazała córce wysiadać.- Po szkole wracaj prosto do domu i nigdzie nie idź. Ja z twoim ojcem będziemy w pracy, więc również nikogo nie sprowadzaj..- mówiła wciąż poddenerwowana kobieta.
- A mogę chociaż zaprosić do nas Jesy?- prosiła dziewczyna.
- Tak... Jesy możesz zaprosić. Jaknajbardziej, ale nikogo więcej. Zrozumiałaś?!- ciągnęła.
- Dobrze..- spuściła głowę i poszła w kierunku drzwi wejściowych.
Pierwsza lekcja minęła jej bardzo szybko. Można powiedzieć, że ledwie zamknęła oczy, a już minęło pół dnia. Dziewczyna idąc do domu wraz ze swoją przyjaciółką zauważyła tego chłopaka, którego prawie przejechała jej mama. Chłopak również zauważył Mabel i zaczął iść w jej stronę.
- Kto to jest?- zdziwiła się Jesy.
- N.. Nie wiem.. Dzisiaj rano moja mama prawie go przejechała.. Wyskoczył nam pod samochod, ale nie znam go.- tłumaczyła Mabel.
- Okej, rozumiem.. Ale odejdę lepiej, bo on może chce porozmawiac z tobą.. Wiesz co? Spotkamy się później u ciebie, a teraz lecę do domku. Narazie.- powiedziała, cmoknęła Mabel na pożegnanie i odeszła.
Chłopak podszedł do niej i widać było po nim, że jest zdenerwowany.
- Czz.. Cześć..- zaczął.
- Cześć..- dziewczyna przymrużyła oczy.
- Yy.. No.. Śmieszna sprawa no nie?- zapytał niepewnie.
- Ale o co ci chodzi?- próbowała udawać, że nic się nie stało.
- Rano.. Ty i prawdopodobnie twoja mama.. No.. Żeby nie ty, mógłbym już nie żyć..
- Yhh..- dziewczyna zakrztusiła się śliną.- O co ci chodzi? Poprostu krzyknęłam mamie, żeby uważała.. Nic więcej, a poza tym nie jestem Bogiem i nie dziękuj mi za nic.- powiedziała i odeszła kawałek, lecz chłopak zatrzymał ją jeszcze na chwilę.
- Jestem Kevin... - przedstawił się.
- Mabel..- machnęła lekko głową i odeszła.
Po powrocie do domu zjadła pizzę, którą zamówiła po drodze i odrobiła lekcje. Nie miała ich wiele, bo w jej szkole są zasady, które obejmują niezachwiane pracy domowej uczniom. Wzięła prysznic i zadzwoniła po przyjaciółkę. Kazała jej natychmiast przyjechać, a ta zjawiła się u niej w przeciągu dziesięciu minut.
- Jesy siadaj!- krzyknęła- Opowiem ci o co w tym wszystkim chodziło z tym chłopakiem!- zaczęła się śmiać i opowiadać tą rozmowę z Kevinem. Po jakims czasie Sylvia wróciła z pracy i kazała wyjść dziewczynom na jakis spacer. Miała na głowie dużo pracy i ważnego klienta do załatwienia. Dziewczyny poszły do parku, gdzie przesiedziały razem prawie trzy pełne godziny.
*dryń dryń*- telefon Mabel zaczął dzwonić.
- No nie... Mama dzwoni.. Pewnie będę musiała już wracać..- zasmuciła się.
- Trudno.. Odbierz, bo jeszcze ci się dostanie..- Jesy rzuciła rozkaz w stronę przyjaciółki.
Mabel odebrała i mówiła:
- " Tak mamo, juz wracam.. Nie, tylko z Jesy. Nie ważne.. Zaraz będę, pa"
Ta rozmowa nie trwała nawet pełnej minuty, a dziewczyny musiały się już rozejść. W progu drzwi stała matka Mabel i juz na sam jej widok dziewczyna wiedziała, że będzie długa rozmowa miedzy nimi.
- Ty wiesz która jest godzina?- krzyczała Sylvia.
- Mamo.. Nie krzycz.. Obudzisz tatę..- prosiła.
- No i dobrze! Niech wie, o której jego kochana córeczka wraca do domu!
- No dobra.. Spóźniłam się trochę, a poza tym mam już siedemnaście lat, więc nie musisz mnie kontrolować!- krzyknęła stawiając się matce.
- Ahahahaha- Sylvia wybuchła śmiechem, ale po chwili opanowała się i ciągnęła to dalej.- Dziewczyno jak ty mało wiesz.. Póki mieszkasz w tym domu, jesteś na mojej łasce i nie próbuj się sprzeciwiać, bo...- nie dokończyła zdania.
- Bo co?! Wyrzucisz mnie? - Mabel miała już oczy pełne łez.- Wiem, że mnie nie kochasz, tak bardzo jak kochałaś Toma.. To nie moja wina, że w wieku 10 lat zachorował na poważne chorobę i juz go tutaj nie ma!! I to, że się na mnie wyzywasz, nie zwróci mu życia!
Sylvia nie wytrzymała i uderzyła dziewczynę w twarz.
- Jeśli mnie tu nie chcesz, to mi to powiedz, a nie bijesz mnie po twarzy!- z oczu Mabel leciały jiż łzy. Dziewczyna pobiegła do swojego pokoju, zamykając się w nim. Nie wpuściła do niego nikogo, ani wieczorem, ani rano, kiedy Sylvia próbowała ją obudzić...
Subskrybuj:
Posty (Atom)